00:01
Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.
00:06
Darek siedział na ławce dworca głównego w Toruniu. Było sporo ludzi, więc nie zwrócił uwagi na to, że w jego pobliżu zaczęli gromadzić się nieznajomi mężczyźni. Był 9 lipca 2004 roku. 23-latek był spokojny, choć atmosfera wokół niego stawała się coraz bardziej napięta. I chyba w końcu również i on to wyczuł, bo zaczął się rozglądać. Ale na jakąkolwiek reakcję było już za późno.
00:38
W ułamku sekundy, po usłyszeniu sygnału, który nie docierał do uszu Darka, mężczyźni rzucili się na 23-latka.
00:47
Powalili go na ziemię i natychmiast skuli kajdankami. Łatwo nie było, bo zatrzymany stawiał opór, próbował walczyć i się wyrywać. Ale mężczyźni byli silniejsi, było ich też więcej. Szybko okazało się, że ich obecność nie była przypadkowa. Byli to policjanci, którzy od pewnego czasu obserwowali Dariusza. Policja przekazała.
01:14
Kilkadziesiąt minut wcześniej otrzymaliśmy informację, że na dworcu głównym przebywa osoba podejrzana o udział w brutalnym zabójstwie. Na miejscu byli już prowadzący sprawę zabójstwa funkcjonariusze policji Złowicza, dyskretnie obserwujący mężczyznę. W zatrzymaniu pomogli im policjanci z naszej komendy oraz znajdujący się akurat na dworcu patrol żandarmerii wojskowej.
01:34
Dariusz Mioduski nie znalazł się tego dnia na dworcu w Toruniu przypadkiem. Był złodziejem pociągowym. Wsiadał do składów w swoim rodzinnym mieście, a później przez kilka dni potrafił kursować do Krakowa, Wrocławia, Poznania czy do Warszawy. W wagonach wybierał ofiary. Zawsze byli to samotnie podróżujący. Zabierał im cenne przedmioty. Głównie telefony komórkowe, zegarki, a czasem, gdy się udało, to także biżuterię.
02:10
Po każdym z takich kursów swój łup zanosił do Lombardu. W taki sposób zarabiał na życie. I trwało to mniej więcej od półtora roku. Darek miał za sobą naukę w szkole specjalnej oraz leczenie psychiatryczne. Większość czasu spędzał na dworcu, gdzie spał w poczekalni lub w wagonach, które stały na bocznicę. Jak tłumaczył, robił to, bo ojciec wyganiał go z domu.
02:40
Mężczyzna miał się z kolei obawiać, że syn znika, bo handluje narkotykami. Nie miał pojęcia, jak potwornej zbrodni dokonał 23-latek.
02:52
Na drugi dzień, 10 lipca, jedno z osiedli w podtoruńskiej Nieszawie również zapełniło się mundurowymi. Mieszkał tam 22-letni Artur Folten. Jak mówił w rozmowie z dziennikarzami jego sąsiad, Młody mężczyzna spodziewał się wizyty policjantów. Od dobrych kilku dni nie wychodził z domu, siedział zamknięty i tylko co jakiś czas zerkał przez okno. Zupełnie tak, jakby czekał na policjantów.
03:24
Na sumieniu miał sporo. Jako nastolatek uciekał z domu, szybko zaczął sięgać po narkotyki.
03:31
Ale żeby móc kupować towar, potrzebował pieniędzy, a tych nie posiadał. Dlatego wpadł na pomysł szybkiego zarobku. Były to kradzieże. Celem stały się ubrania, zegarki czy biżuteria. Później to sprzedawał i dzięki temu miał środki na narkotyki i alkohol. Razem z kolegami zaczął też wymuszać pieniądze od ludzi na ulicach.
03:58
Jak sam przyznał, takie życie mu odpowiadało, chciał być gangsterem. Gdy wyrzucono go ze szkoły, całkowicie skupił się na przestępczej działalności. Wychowywały go głuchoniema matka oraz babcia. Mirosław Michalak z policji w Aleksandrowie Kujawskim w rozmowie z dziennikarzami mówił.
04:20
Artura Foltyna nie nazwałbym inaczej niż drobnym przestępcą. Popijaku lubił się bić z byle powodu, choć częściej jedynie wygrażał swoim oponentom. Bez żadnej stałej pracy chwytał się sezonowych robót, ale kasy potrzebował przez cały rok. Znaliśmy go głównie z drobnych kradzieży. A to wędkę komuś ukradł, a to rower sąsiadowi podprowadził z piwnicy. Wiedzieliśmy również, że bez skrupułów wytarmosiłby małolata dla komórki czy paru groszy na wino.
04:44
Policji doskonale był też znany starszy brat Artura, Sebastian. Wraz z dwoma kolegami usiłował udusić w lipnie taksówkarza. Kierowca broniąc się przed napastnikami wjechał w drzewo i dzięki temu udało mu się uciec. Sebastian i jego wspólnicy zostali zatrzymani, trafili do więzienia. Po wyjściu na wolność mężczyzna się ustatkował. Znalazł pracę i ożenił się. Do przestępczego życia nie zamierzał już wracać.
05:18
Inaczej było z Arturem. Młody mężczyzna z czasem zaczął interesować się nie tylko gangsterką, ale również satanizmem. W rozmowie z tygodnikiem polityka Foltyn mówił...
05:31
Zależało mi, aby oddać duszę szatanowi i mieć lepsze życie. Wywoływałem duchy ze znajomymi i stawałem się coraz bardziej zamknięty na innych ludzi. Coraz bardziej pusty w środku i nieczuły. Człowiek był po to, by go okraść, zabrać mu pieniądze, oszukać. Przestało się liczyć życie ludzkie, nie miało żadnego znaczenia. Liczyła się gangsterka, szybkie, łatwe pieniądze i szatan.
05:50
Ale nie za satanizm Folten został zatrzymany tego lipcowego dnia. Podobnie jak jego kolega, Darek, obaj mieli odpowiedzieć za zbrodnię, która wstrząsnęła Polską, bo obaj skatowali bezbronną dziewczynę, Annę Dybowską i sprawili, że wiele osób w tamtym czasie zwątpiło w człowieczeństwo.
06:14
Ania miała 21 lat. Marzyła o tym, by zostać farmaceutką, a w przyszłości mieć nawet własną aptekę. Jej cel był jasny, dlatego dążyła do niego pewnie i ambitnie. 2 lipca 2004 roku miała zdawać egzaminy na Akademię Medyczną w Warszawie. Wcześniej i z bardzo dobrymi ocenami ukończyła studium medyczne w Łomży. Zresztą Ania od zawsze dobrze się uczyła i osiągała wysokie wyniki.
06:45
Dzięki temu miała dyplom technika farmacji. Wcześniej próbowała dostać się na psychologię, ale bezskutecznie. Dlatego też zdecydowała się na studium medyczne. Jej zainteresowania od dawna szły w tym właśnie kierunku – Wiele uwagi poświęcała ziołolecznictwu i homeopatii, naturalną więc drogą wydawała się właśnie Akademia Medyczna.
07:11
Przed egzaminem długo się do niego przygotowywała. I to nie tylko pod kątem edukacyjnym, ale również finansowym. Dziewczyna urodziła się w Kołobrzegu, ale do 1997 roku mieszkała w Kinowie. Później razem z rodziną przeniosła się do Jarkowa, niewielkiej wsi w Zachodniopomorskiem. Jej rodzice, Bogusława i Jerzy, zajmowali się plantacją truskawek.
07:41
Wiedli skromne, choć spokojne życie.
07:45
Łącznie mieli pięć córek. Ania była najstarsza. Po zakończeniu nauki w liceum w Kołobrzegu dziewczyna chciała dalej się kształcić, dlatego zdecydowała się na Łomże. Na swoje utrzymanie musiała jednak zarobić sama, dlatego w sezonie pracowała w smażalniach ryb czy barach. Była bardzo pracowita i głęboko wierzyła w to, że dzięki swojej wytrwałości dostanie się na wymarzone studia w Warszawie.
08:17
Miała za sobą też praktyki w aptece. Jej dawna szefowa, pani Grażyna, mówiła, że Ania była skromną i pogodną osobą. Zawsze uśmiechnięta, bystra, zdolna, świetnie rokowała.
08:32
Gdybym szukała pracownicy, na pierwszym miejscu pomyślałabym o niej.
08:35
Zresztą wiele osób, wspominając dziewczynę, zaznaczało, że była niezwykle sympatyczna i uśmiechnięta. Lubiła pomagać innym, dlatego zarejestrowała się w banku dawców szpiku kostnego. Była też honorowym dawcą krwi. Nie lubiła imprez, nie chodziła na dyskoteki. Powtarzała, że na zabawę ma jeszcze czas, bo najważniejsze w tamtym momencie było to, by kontynuować naukę.
09:05
Egzaminy na Akademię Medyczną miały się odbyć 2 lipca o godzinie 9.
09:11
Ania zdecydowała, że pojedzie pociągiem dzień wcześniej, 1 lipca. Pożegnała się z siostrami i ruszyła w podróż. Jej mama w rozmowie z lokalnymi mediami mówiła.
09:24
Przed podróżą cały dzień była w polu na truskawkach. Sąsiadka powiedziała mi, że wymachująca kobiałką Ania krzyknęła w jej stronę, ależ to życie jest piękne, proszę pani.
09:33
Do Gorawina zawiózł ją tata. Później 21-latka wsiadła do busa, którym dojechała do Kołobrzegu. Tam chciała wsiąść do pociągu, którym zazwyczaj podróżowała. Ale okazało się, że obowiązywał wakacyjny rozkład jazdy i składu, do którego dziewczyna chciała wsiąść, o tej godzinie już nie było. Musiała poczekać na kolejne. Następny pociąg, którym mogła dojechać do Warszawy, przyjechał około godziny 22.00.
10:06
Ania przeszła do ostatniego wagonu gdzie chciała powtórzyć materiał. Był to ostatni moment by przejrzeć książki oraz notatki i przyswoić dodatkową wiedzę.
10:19
W tym czasie w Toruniu do pociągu jadącego do Włocławka wsiedli Artur Foltyn i Dariusz Mioduski. Obaj przekonywali później policję, że poznali się na dworcu 1 lipca, ale śledczy podejrzewali, że znali się od dawna.
10:37
Artur mówił, że tego dnia szukał kogoś, kto razem z nim będzie chciał okraść przypadkową osobę. Gdy stał na dworcu w Toruniu, podszedł do niego chłopak z dziewczyną. Zapytali wówczas o narkotyki, ale Artur nie posiadał towaru. Po chwili dołączył do nich Darek. Wszyscy razem pojechali w miasto, by zdobyć amfetaminę. Gdy im się udało, Folten zaproponował kradzież.
11:07
Wtedy im powiedziałem, że jutro mam urodziny i chcę kogoś okraść w pociągu. Chłopak, który przyszedł z dziewczyną, odmówił i odszedł. Ten drugi, co przedstawił mi się, że ma na imię Darek, powiedział, że jemu ten plan się podoba. Postanowiliśmy poczekać na pociąg.
11:21
W ten sposób obaj wsiedli do składu jadącego właśnie do Włocławka, ale na miejsce nie dotarli. W trakcie kontroli okazało się, że nie mieli biletów. Musieli opuścić skład w Aleksandrowie Kujawskim.
11:41
Około pierwszej w nocy wsiedli do kolejnego pociągu, tym razem jadącego do Torunia. Ich celem stało się starsze małżeństwo, któremu ukradli telefon. W Toruniu znów opuścili pociągi, choć był środek nocy, nie zamierzali wracać do domów. Pokręcili się po dworcu i po chwili uznali, że wsiądą do składu, który jechał do Warszawy. Było około 2.40 w nocy, 2 lipca.
12:14
Artur kończył 22 lata. Jak wynika z zeznań, swojemu znajomemu miał wówczas powiedzieć...
12:21
Mam dzisiaj urodziny, chciałbym zabić jakąś laskę, żeby zobaczyć jak to jest.
12:26
Potem jak mężczyźni wsiedli do pociągu, zaczęli rozglądać się po wagonach. Było ich łącznie około trzynastu, choć niektóre źródła podają, że dziesięć. W każdym z nich siedziały grupki ludzi, co utrudniało wybór ofiary. W końcu Artur i Darek dotarli do ostatniego wagonu, tego, w którym siedziała Anna. Dziewczyna nie zwracała uwagi na spacerujących mężczyzn, była zbyt skupiona na nauce. Za to przestępcy przyglądali się jej uważnie.
13:00
Szybko odnotowali, że w przedziale była sama, a do tego na dłoniach miała pierścionki. Obok niej leżał telefon komórkowy Nokia. Ania natychmiast stała się celem. Mężczyźni wsiedli do przedziału, w którym była 21-latka. Artur usiadł obok niej, Darek naprzeciwko. Między całą trójką wywiązała się krótka rozmowa. Mężczyźni, niewiele zresztą starsi od Ani, Powiedzieli, że są studentami.
13:34
W ten sposób próbowali uśpić jej czujność. Dziewczyna przyznała, że jedzie na egzamin do Warszawy. Nieznajomi poprosili ją, by rozmieniła pieniądze. Chcieli sprawdzić, jaką gotówką ofiara dysponuje.
13:51
Anna zaczęła podejrzewać, że Artur i Darek nie są studentami, dlatego próbowała opuścić przedział. Ale sprawcy ją zatrzymali. Szybko zakryli jej usta, zablokowali drzwi i zasłonili okna. Przerażona Anna próbowała początkowo walczyć z mężczyznami, ale ci ją bez problemu obezwładnili. Ukradli jej telefon, zdjęli z dłoni pierścionki, i zabrali około 80 zł, które miała w portfelu.
14:23
Grozili jej też śmiercią, bili ją i podduszali. Przerażona dziewczyna natychmiast podporządkowała się bandytom, wierząc, że tylko w ten sposób uda jej się ocalić własne życie. 21-latka nie ruszyła się z miejsca nawet wtedy, gdy mężczyźni na chwilę weszli na korytarz.
14:45
Być może sądziła, że jeśli spróbuje uciec, oni i tak ją złapią, zaciągną z powrotem do przedziału i zrobią to, o czym mówili, a więc odbiorą jej życia.
14:59
Nadzieja na uwolnienie się z tego pociągu grozy pojawiła się wraz z nadejściem konduktora. Poprosił całą trójkę o bilety. Tylko Ania takowe posiadała, jej oprawcy nie. Zdecydowali się kupić bilety na miejscu od konduktora. Zapłacili za nie skradzionymi Annie pieniędzmi. Choć pracownik PKP widział 21-latkę, nie zauważył niczego niepokojącego, a ona również ani słowem nie wspomniała o napaści i kradzieży.
15:36
Była zbyt przerażona. Pociąg jechał więc dalej, a Ania znów była na łasce dwóch zwyrodnialców.
15:45
Około 5.50 pociąg dotarł do Warszawy. Mężczyźni zmusili Anie, by wysiadła razem z nimi. Dotarli do poczekalni, wypatrując pociągu, który miał jechać do Torunia.
15:59
Spędzili tam łącznie około godzinę. Teoretycznie mogła to być kolejna okazja do tego, by spróbować uciec, wezwać pomoc, ale z jakiegoś powodu 21-latka nie krzyczała, nie szukała wsparcia. Być może sądziła, że nikt jej nie uwierzy, a zemsta ze strony dwóch nieznajomych będzie niezwykle brutalna. Zresztą nieraz w mediach przebijał się przekaz, by nie walczyć z napastnikiem, tylko pozostać uległym, nie prowokować go.
16:33
Niewykluczone, że 21-latka podeszła do tej sprawy właśnie w ten sposób i uznała, że jeśli będzie posłusznie wykonywać polecenia agresorów, to ci w końcu się znudzą i puszczą ją wolno. W końcu otrzymali to, co chcieli, zabrali jej telefon i pieniądze. Niczego więcej przy sobie nie miała. A do tego obiecywali jej, że jeśli będzie wykonywać ich polecenia, Nie zrobią jej krzywdy.
17:04
Anna nie mogła wówczas wiedzieć, że Artur dużo wcześniej zdecydował, że nie wypuści jej wolno. Jej los już wtedy w poczekalni był przesądzony. Kilka minut po godzinie siódmej wjechał kolejny pociąg. Anna znów wsiadła do ostatniego wagonu, choć tym razem nie był to jej wybór. Zdecydowali za nią oprawcy. Tym razem w przedziałach siedziało już całkiem sporo ludzi, dlatego cała trójka stanęła w korytarzu.
17:38
Po kilkunastu minutach jazdy podszedł do nich konduktor, który poprosił o okazanie biletów. Tych oczywiście nikt nie miał, bo podróż do Torunia, przynajmniej w przypadku Ani, była zupełnie nieplanowana.
17:54
Artur wiedział, jak temu zaradzić. Wręczył konduktorowi 30 zł, prosząc, by ten pozwolił im kontynuować podróż.
18:04
Jak ujawnili później dziennikarze, korupcja na kolei w tamtych latach nie była czymś wyjątkowym. Zdarzała się regularnie, zwłaszcza na trasach, które postrzegane były jako niebezpieczne. Po wręczeniu 30 zł konduktorowi napastnicy uznali, że to najlepszy moment, by pozbyć się dziewczyny. Artur przyznał, że niemal od początku wiedział, że wyrzucą ją z wagonu. Zależało mu na tym, by pozbyć się świadka.
18:36
Gdy skład znajdował się w okolicach Łowicza, Foltyn powiedział Ani, by poszła do toalety i umyła twarz. Jak mówił, wyglądała jakby płakała. Zmęczona dziewczyna i tym razem nie protestowała. Weszła do toalety, a tuż za nią do środka wcisnął się również Artur. Wcześniej polecił Darkowi, by ten otworzył drzwi wagonu. W prokuraturze Fulton mówił.
19:06
Prosiła cały czas, żeby nie robić jej krzywdy. Nie próbowała uciekać, nie krzyczała, nie dawała konduktorom żadnych znaków. Powiedziałem do niej, żeby weszła do łazienki i przemyła twarz, bo była trochę zapłakana. Kazałem jej otworzyć usta. Urwałem papierowy ręcznik, który zbiłem w kulę i włożyłem jej do ust. Nie broniła się. Drzwi wagonu już były otwarte.
19:27
W toalecie Ania była też duszona. Artur poprosił wcześniej wspólnika, by ten zapukał w drzwi, gdy nikogo w pobliżu nie będzie. Gdy Darek to zrobił, Foltyn wyszedł z łazienki z przerażoną Anią. To, co wydarzyło się chwilę później, działo się już błyskawicznie. Artur chwycił dziewczynę i jednym ruchem wypchnął ją przez otwarte drzwi. Ania upadła na nasyp kolejowy, uderzyła też w słup trakcyjny.
20:00
Jak później podano, pociąg w tym miejscu jechał z prędkością 90 km na godzinę. Siła uderzenia była tak duża, że dziewczyna około trzech minut później zmarła.
20:15
Jej zabójcy, jak gdyby nigdy nic, kontynuowali podróż do Torunia. Rozdzielili między sobą skradzione dziewczynie przedmioty, choć nie było tego dużo. Po dojeździe do Torunia Darek zaniósł telefon Ani do Lombardu. Wziął za niego 65 złotych.
20:34
Wcześniej korzystał z niego dzwoniąc do swoich znajomych. Zmasakrowane ciało 21-latki jeszcze tego samego dnia zauważył kierownik innego pociągu, który przejeżdżał wówczas przez miejscowość Zduny koło Łowicza. Jego uwagę zwrócił, jak sądził, dziwny przedmiot leżący koło słupa trakcyjnego. Dopiero gdy zbliżył się do tego miejsca, zrozumiał, że było to ludzkie ciało.
21:05
Mężczyzna zatrzymał pociąg i sam sprawdził, czy leżąca tam osoba nadal żyła. Gdy zrozumiał, że młoda dziewczyna nie oddychała, wezwał policję. Mundurowi, którzy przyjechali na miejsce natychmiast zauważyli wetkniętą w usta papierową kulkę. Na głowie dziewczyny widoczne były liczne obrażenia. Obok ciała leżała torebka, w której znajdował się dowód osobisty. W ten sposób szybko udało się ustalić, że martwą kobietą była Anna Dybowska.
21:40
Oględziny na miejscu przeprowadzali funkcjonariusze z grupy operacyjno-śledczej, a także prokurator.
21:48
3 lipca 2004 roku oficjalnie wszczęto śledztwo pod kątem zabójstwa. Prowadziła je prokuratura w Łowiczu. Sekcja zwłok wykazała, że Ania miała złamania kości czaszki, ale też żeber, kręgosłupa i obojczyka. Biegły wykazał, że przyczyną śmierci był uraz głowy. Ale ofiara była również duszona. Ekspert nie miał natomiast wątpliwości, że w chwili wypchnięcia z pociągu 21-latka nadal żyła.
22:29
O śmierci Anny policjanci powiadomili rodziców kobiety. Małżeństwo było całkowicie zdruzgotane. Nie mogli pojąć, jak to się stało, że ich ukochana córka została znaleziona martwa na kolejowym nasypie. Z niecierpliwością oczekiwali na jej powrót z egzaminu, ale zamiast tego usłyszeli najgorszą dla rodziców wiadomość. W jednej chwili ich dotychczasowy, spokojny świat całkowicie się zawalił.
23:02
Początkowo policjanci pod lupę wzięli chłopaka Ani. Para co prawda spotykała się dosyć krótko, ale zazwyczaj w przypadku tego typu zbrodni najpierw sprawdza się najbliższe otoczenie ofiary. Chłopak został jednak dosyć szybko wykluczony z grona podejrzanych. Podobnie jak rodzice Ani, on również był wstrząśnięty śmiercią 21-latki.
23:29
Nie podróżował z nią wtedy i nie miał motywu, który mógłby go w jakikolwiek sposób obciążać. Ustalono, że choć Ania nie miała żadnych wrogów, to w przeszłości spotkał ją nieprzyjemny incydent. Jeden z jej znajomych, którego poznała w pracy, wyłudził od niej pieniądze, twierdząc, że jest śmiertelnie chory. Gdy 21-latka chciała odzyskać pożyczoną mężczyźnie kwotę, ten zniknął i więcej się do niej nie odezwał.
24:03
Ania miała pecha, bo w internecie poznała kolejnego oszusta. Mężczyzna, początkowo miły i czarujący, szybko zawrócił dziewczynię w głowie.
24:15
Zauroczona w końcu zaproponowała spotkanie, ale nigdy do niego nie doszło. Za to do Ani odezwała się kobieta, która poinformowała ją, że mężczyzna, z którym korespondowała, był już żonaty, a do tego miał dwoje dzieci. To był dla wrażliwej dziewczyny kolejny cios.
24:39
Udało jej się jednak otrząsnąć i później zdecydowała się na kolejny związek, który tym razem dał jej nadzieję na stabilizację. Został jednak brutalnie przerwany przez nagłą śmierć kobiety.
24:56
Policja sprawdziła oba te tropy związane z nieuczciwymi mężczyznami, ale obaj mieli alibi nie do podważenia. Kontynuowanie tego wątku w śledztwie nie miało więc żadnego sensu. Mundurowi musieli skupić się na innych aspektach.
25:15
Ustalili, że Ania w trakcie jazdy pociągiem miała przy sobie telefon komórkowy. To był ważny punkt, bo wspomnianego telefonu przy zwłokach nie było. To oznaczało, że mógł go zabrać za sobą sprawca. Numer został przesłany do jednostek w kraju i rozpoczęło się pilne poszukiwanie komórki.
25:39
W międzyczasie policjanci zaczęli też typować przestępców, którzy specjalizowali się w kradzieżach w pociągach. W ten sposób bardzo szybko wypłynęło nazwisko Dariusza Mioduskiego. Mężczyzna był doskonale znany śledczym. Brakowało jednak punktu, który połączyłby przestępcę z Anią, ale i ten wkrótce się pojawił. Śledczy ustalili bowiem, że telefon Ani trafił do Lombardu.
26:13
Mioduski był na tyle nieostrożny, że podpisał umowę na własne nazwisko, czym natychmiast sprowadził na siebie policjantów.
26:24
Rozpoczęła się obserwacja Dariusza. 9 lipca kręcił się ponownie po dworcu kolejowym w Toruniu, czekając na kolejny pociąg. W planach miał następną kilkudniową podróż, w trakcie której mógłby napaść na inne osoby. Policjanci to udaremnili, obezwładniając mężczyznę i przewożąc na komisariat.
26:50
Ważnym świadkiem okazał się znajomy Darka, Tomasz L., który 1 lipca był na dworcu ze swoją dziewczyną. To właśnie on powiedział policjantom, że poza Mioduskim do pociągu wsiadał wówczas Artur, który proponował mu napadanie na ludzi. Co więcej, już po zabójstwie Ani Darek spotkał się ze znajomym, któremu miał powiedzieć, że udało im się ukraść dwa telefony, biżuterię, a także pieniądze, a jedną dziewczynę wyrzucili z pędzącego składu.
27:27
W ten sposób policjanci wpadli na trop Foltyna. Został zatrzymany 10 lipca rano. Obaj mężczyźni niemal natychmiast przyznali się do zabójstwa Ani. Opowiedzieli, w jaki sposób przez wiele godzin dręczyli młodą kobietę, a później z zimną krwią wypchnęli ją z pociągu. Obaj usłyszeli zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, ale też rozboju i pozbawienia wolności.
27:59
Groziło im dożywocie.
28:02
Ponadto policjanci podejrzewali, że Darek był odpowiedzialny za jeszcze jedno zabójstwo innego pasażera, a także usiłowanie zabójstwa kolejnego pasażera.
28:15
O śmierci Ani było już wówczas niezwykle głośno w całej Polsce. Oczy niemal wszystkich zwrócone były w stronę rodziny zamordowanej kobiety. Jednocześnie z każdej strony pojawiały się głosy domagające się surowych kar dla sprawców. Na nowo rozgorzała dyskusja o karze śmierci, również wśród polityków. Jarosław Kaczyński, prezes PiS, powiedział wówczas, że to wydarzenie pokazuje, iż dotychczasowe zmiany w prawie karnym prowadzą do degradacji wartości życia ofiary.
28:53
Zapowiedział też złożenie do marszałka Sejmu nowelizacji kodeksu karnego, która przywracałaby karę śmierci. Jak wiemy jednak dziś, taka kara nie została wówczas na nowo wprowadzona. Rodzice Ani udzielali w mediach wielu wywiadów. Chcieli w ten sposób nagłośnić swoją historię i znaleźć wszystkich odpowiedzialnych. Bo na ławie oskarżonych, zdaniem wielu osób, powinni zasiąść wówczas nie tylko zabójcy, ale też pracownicy kolei, którzy zignorowali wystraszoną dziewczynę, a jeden z konduktorów przyjął niewielką łapówkę, pozwalając tym samym na dalszą, koszmarną podróż.
29:40
13 lipca 2004 roku dziennikarze Gazety Wyborczej pytali, czy Ania musiała zginąć? I w dalszej części artykułu zwracali uwagę na liczne zaniedbania ze strony PKP. W tekście czytamy...
29:58
Ania nie wiedziała, że nocny skład z Kołobrzegu do Warszawy należy do najbardziej zagrożonych bandytyzmem w Polsce, ale od dawna dobrze wie o tym PKP. Służba ochrony kolei, pytana wczoraj przez nas o najniebezpieczniejsze pociągi, wymieniła właśnie ten, którym jechała Ania. Czemu więc w pociągu nie było ochrony? Służba ochrony kolei zbywa wszystkie pytania o bezpieczeństwo pasażerów.
30:19
W podobnym tonie pisali też dziennikarze tygodnika wprost, którzy stwierdzili, że polskie koleje państwowe są współwinne śmierci Ani. Wytknęli spółce, że nie przestrzega umów, nie ponosi też jakichkolwiek konsekwencji swoich działań, a w państwie ma status świętej krowy. Jak się okazało, lista pociągów, w których dochodziło do przestępstw była całkiem spora, a służby, które powinny zadbać o bezpieczeństwo w tych składach, bały się je patrolować.
30:53
W pociągach pasażerskich w 2003 roku popełniono około 6 tysięcy przestępstw, a przynajmniej tak wynikało z oficjalnych danych, bo część kradzieży i napaści nie była w ogóle zgłaszana. Najczęściej ze strachu przed zemstą przestępców. A ci działali dokładnie tak, jak Artur i Darek. Wsiadali do składów, wybierali samotnie podróżujące osoby i je okradali.
31:24
Na najbliższych stacjach wysiadali z łupem przez nikogo nie zatrzymywani.
31:28
Czytamy w artykule.
31:53
Najbardziej niebezpiecznymi trasami były linie podmiejskie, np. z Warszawy do Tłuszcza, Łowicza i Radomia, ale też te obsługujące pociągi dalekobieżne, chociażby z Poznania do Konina, z Warszawy do Białegostoku, Terespola i Lublina.
32:12
Złodzieje pojawiali się nawet w składach międzynarodowych, gdzie pasażerów okradali już nie tylko Polacy, ale też Czesi, Ukraińcy i Romowie. Niektórzy przestępcy nie ograniczali się do napaści na pasażerów, ich celem stawali się też konduktorzy, którzy byli obezwładniani.
32:34
Jeden z nich, który pracował na trasie Warszawa-Gdańsk, dostał nawet kartkę z wyrokiem śmierci. To za to, że reagował na działania trójmiejskich przestępców. Gdy gangster zdobył jego numer telefonu i zadzwonił, mówiąc mu, ile ma dzieci, a także gdzie pracuje jego żona, konduktor zrezygnował z pracy na tej trasie. Podróżni byli atakowani gazem lub upajani alkoholem, w którym znajdowały się narkotyki albo środek psychotropowy.
33:11
Najgroźniejszymi grupami w tamtym czasie były te z Kielc i Białegostoku. Zaczęto o tym głośniej mówić dopiero po zabójstwie Ani, choć sprawa była znana koleją od dawna.
33:27
Dlatego też w sierpniu 2004 roku na wniosek z zespołu do spraw pomocy ofiarom przestępstw Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy wszczęto postępowanie przeciwko PKP. W komunikacie czytamy.
33:43
W dniu 5 sierpnia 2004 roku wszczęte zostało przez prokuraturę rejonową w Kołobrzegu dochodzenie w sprawie narażenia Anny Dybowskiej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia w nocy z 1 na 2 lipca 2004 roku w pociągu relacji Kołobrzeg-Warszawa poprzez niedopełnienie obowiązków przez pracowników Polskich Kolei Państwowych. Dochodzenie prowadzone jest w oparciu o złożone przez zespół zawiadomienie o przestępstwie. Podjęcie tych czynności podyktowane było uzyskanymi informacjami związanymi z tragiczną śmiercią 21-letniej Anny Dybowskiej podróżującej pociągiem trasy Kołobrzeg Warszawa.
34:18
Młoda dziewczyna była torturowana, a następnie wypchnięto ją z pędzącego pociągu. Szczególnie bulwersujące jest to, że Ania Dybowska została zamordowana w prezencie. Jej śmierć miała być prezentem urodzinowym dla jednego z oprawców. Do tragedii najprawdopodobniej by nie doszło, gdyby w pociągu była jakakolwiek ochrona. Zapewnienie odpowiednich warunków bezpieczeństwa podróżującym nakłada na kolej również ustawa prawo przewozowe w artykule 14. Posiadana wiedza zgodnie z artykułem 304 kodeksu postępowania karnego pozwoliła na sformułowanie zarzutów, które następnie zostały przekazane do prokuratury rejonowej w Kołobrzegu.
34:53
Same koleje w reakcji na medialną burzę po śmierci Ani oznajmiły, że podpisane zostało porozumienie z komendantami głównymi policji, straży granicznej i żandarmerii wojskowej w związku ze zwiększeniem bezpieczeństwa w pociągach. Ale życia 21-latce to już nie mogło wrócić.
35:16
Zło. Zbrodnia łowca o wiara.
35:21
Proces Artura i Dariusza ruszył w lutym 2005 roku. Toczył się przed sądem w Skierniewicach. Jeszcze przed wejściem na salę sądową do pani Dybowskiej podszedł mężczyzna, który powiedział, że jest ojcem Dariusza. Przeprosił kobietę za to, co zrobił jego syn. Pani Bogusława nic nie odpowiedziała. Dziennikarzom przekazała jedynie, że choć do tego mężczyzny nic nie ma, to jego synowi nigdy nie wybaczy, bo dla zabawy odebrał życie jej córce.
35:59
Mordercy weszli na salę o 9.30. Nie patrzyli na rodziców ani nie powiedzieli nawet jednego słowa. Cały czas spoglądali na podłogę, jakby liczyli na to, że tam znajdą usprawiedliwienie dla tego, co zrobili.
36:18
Ich miny nie zdradzały niczego, zero emocji. Pusty wzrok również nie sugerował, by mordercy szczerze żałowali tego, co zrobili swojej ofierze. Jeszcze przed procesem mordercy zostali zbadani przez biegłych psychiatrów, którzy uznali, że mężczyźni byli poczytalni i mogli stanąć przed sądem. Ich obrońcy próbowali unieważnić tę opinię twierdząc, że biegli byli powierzchowni i nie zachowali obiektywizmu.
36:51
Wskazywali też na to, że Darek w przeszłości leczył się psychiatrycznie, co skutkowało tym, że pobierał rentę. Z kolei Artur uczęszczał do szkoły specjalnej i ze względu na jego zaburzenia nie został przyjęty do wojska. Dlatego też obrońcy chcieli, by proces został odroczony, a opinie biegłych uzupełnione. Sędzia nie wyraził jednak na to zgody. Prokurator odczytał akt oskarżenia, a po nim wyjaśnienia zaczął składać foltyn.
37:27
Zmienił swoją wcześniejszą wersję i już w sądzie zaczął zasłaniać się niepamięcią.
37:33
Ja pamiętam tylko, że ją okradaliśmy, a co było potem nie pamiętam, bo byłem pod wpływem narkotyków. O tym, że wypchnąłem tę dziewczynę z pociągu powiedział mi Darek.
37:42
Artur zapewniał, że w dniu zabójstwa Ani zażywał LSD i choć to on wpadł na pomysł kradzieży w tym właśnie pociągu, to samego momentu, w którym wyrzucał kobietę z wagonu, już nie zarejestrował. Jak mówił, ocknął się kilkadziesiąt minut później, a wcześniejsze zeznania, które w sądzie odczytał prokurator, wymusili na nim policjanci. Twierdził, że był przez nich bity i zastraszany.
38:12
Rodzice Ani przysłuchiwali się tym słowom z niedowierzaniem.
38:17
Również Dariusz próbował się wybielić. Podczas rozprawy mówił.
38:22
Artur wypchnął Anię z pociągu. Ja otworzyłem drzwi, ale na początku nie wiedziałem, że on planuje kogoś wyrzucić.
38:30
Gdy prokurator dopytywał, po co w takim razie otwierał drzwi wagonu, Dariusz odparł krótko.
38:37
Artur mnie prosił.
38:38
Stwierdził również, że Ania nie próbowała uciekać, bo zbyt mocno bała się Artura, który ją zastraszał.
38:47
Proces trwał łącznie siedem miesięcy. Mógł zakończyć się wcześniej, ale był problem z dowiezieniem do skierniewic kluczowego świadka, Tomasza L., który słyszał, jak mężczyźni umawiali się na okradanie pociągu. Jak się okazało, w momencie, gdy sąd wzywał go na przesłuchanie, ten przebywał w areszcie śledczym w Bydgoszczy.
39:13
W mowie końcowej prokurator Sławomir Piwowarczyk mówił.
39:17
Wzięli amfetaminę, wsiedli do pociągu. Zaplanowali, że zabiją pasażera, by zdobyć pieniądze na imprezę urodzinową Artura Foltyna. Trafili na Anię, dosiedli się, zaczęli grozić śmiercią. Zabrali jej pierścionki i telefon. Ania była sparaliżowana strachem. Gdy do przedziału wszedł konduktor, nie poprosiła go o pomoc. Wierzyła, że przeżyje, jeśli będzie robić to, co jej każą. W Warszawie zmusili ją do przesiadki, do innego pociągu. Czekali tylko na dobry moment, by zabić. Gdy na korytarzu nikogo nie było, zaprowadzili dziewczynę do toalety.
39:49
By nie krzyczała, usta zapchali jej papierowymi ręcznikami i zaczęli dusić. Ania żyła, gdy wyrzucili ją spędzącego pociągu. Telefon i pierścionki zastawili w lombardach i wrócili do domów. Na jej śmierci zarobili 110 zł. Jestem prokuratorem, czyli rzecznikiem społeczeństwa. Kary śmierci nie ma, więc jedyną szansą na odizolowanie zabójców od społeczeństwa jest dożywotnie więzienie. Takiej kary żądam.
40:15
Obrońcy apelowali, by sąd potraktował mężczyzn łagodniej. Jak mówili, zarówno Artur, jak i Dariusz nie mieli łatwego dzieciństwa, pochodzili z patologicznych rodzin. To, zdaniem adwokatów, powinno zostać potraktowane jako okoliczność łagodzącą. Sam Artur poprosił rodziców Ani o wybaczenie.
40:39
Nie zasługuję na niską karę, byłem zwierzęciem, ale mam nadzieję, że mogę stać się znów człowiekiem.
40:44
O wybaczenie prosił też Dariusz, ale sąd godzinę później stwierdził wprost. Obaj mężczyźni działali ze szczególnym okrucieństwem z motywów zasługujących na szczególne potępienie. Co więcej, ich wina nie budziła jakichkolwiek wątpliwości.
41:03
Dlatego też Artur Folten został skazany na dożywocie z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 35 latach. Dariusz Mioduski z kolei został skazany na 25 lat.
41:19
Zdaniem sędziego mężczyzna był narzędziem w rękach Artura i miał szansę na resocjalizację. Zresztą podobną opinię wyrazili biegli, którzy widzieli w Dariuszu wykonawcę poleceń, a w Arturze bezwzględnego i pozbawionego jakichkolwiek emocji człowieka.
41:41
Reporterzy z kolei zwracali uwagę na wygląd Foltyna. Jak opisywali, choć jego twarz była okrągła, łagodna i na pozór nie przewoływała na myśl zagrożenia, to jego wzrok był pusty i zimny. Wskazywał na wyrachowanie i okrucieństwo. Po ogłoszeniu wyroku Jerzy Dybowski, ojciec Ani, powiedział dziennikarzom.
42:06
Z przebiegu rozprawy wyglądało, że ten jeden ma jakieś ludzkie uczucia. Nawet w pewnym momencie chciał uwolnić Anię. Myślałem tylko, że ten drugi dostanie dożywocie bezwzględne.
42:15
Pani Bogusława zaznaczyła z kolei, że nie jest w stanie wybaczyć mordercom, a przeprosiny, które padły na sali sądowej, były drwiną z całej jej rodziny. Kontrowersyjna decyzja zapadła za to w Kołobrzegu. Prokuratura umorzyła postępowanie prowadzone przeciwko PKP. Uznano, że pracownicy polskich kolei państwowych dopełnili wszystkich obowiązków, by zapewnić bezpieczeństwo podróżnym.
42:46
Podczas postępowania przesłuchano kierownika pociągu, a także konduktorów oraz kierownika stacji w Kołobrzegu i naczelnika służby ochrony kolei w Koszalinie. W krótkim komunikacie prokuratura przekazała jednakże, tu cytat, nie ustalono w sprawie takich faktów, które pozwalałyby przyjąć, że postępowanie pracowników kolei naraziło Annę Dybowską na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
43:20
Nikt nie poniósł więc odpowiedzialności za brak nadzoru w pociągu grozy, którym podróżowała Ania. A była to, delikatnie mówiąc, zaskakująca decyzja, bo wokół PKP od miesięcy było niezwykle gorąco, również za sprawą lokalnych działaczy. W trakcie sesji Rady Powiatu Słupskiego, naczelnik Wydziału Sekcji Przewozów Pasażerskich, Włodzimierz Słomka, miał powiedzieć, że Ania nie jechała bezpośrednio do celu, tylko wałęsała się po Polsce, przez co sama się doigrała.
43:55
Zaznaczył też, że urząd walczy z bezdomnymi w pociągach, których miał nazwać robactwem. Natychmiast zażądano dymisji słomki, ale z informacji, które znalazłam wynika, że w późniejszych latach spotkał go raczej awans, bo m.in. w latach 2008-2016 pełnił funkcję dyrektora oddziału Wars S.A. w Warszawie, Gdyni i Szczecinie. Do wydarzeń z 2004 roku odniósł się po latach sam Artur Foltyn.
44:30
W rozmowie z polityką powiedział...
44:32
2 lipca w dniu moich 22 urodzin chciałem zdobyć pieniądze, żeby się zabawić. Media później napisały, że zrobiłem sobie prezent urodzinowy i zabiłem dziewczynę, ale to nie była prawda. Najbardziej wypaczony człowiek nie chciałby dostać takiego prezentu. Celem były pieniądze, ale to wszystko gdzieś za daleko poszło. Ja całe życie się bałem, bałem się bić, zawsze to ja byłem bity, bałem się jechać do nieznanego miasta, bo się zgubię. Mówili do mnie, babcia, rodzina, jesteś głupi, do niczego się nie nadajesz. A kiedy żaliłem się, że odbiorę sobie życie, odpowiadali, kto cię będzie żałował?
45:04
Byłem bardzo zdemoralizowany. To, że ta dziewczyna zginęła, to moja, tylko moja wina. Chciałem pozbyć się świadka. Gdybym mógł wrócić czas, oddałbym życie w zamian za jej. Moje życie nie oferowało nic dobrego, a ona kształciła się w medycynie. Mogła leczyć ludzi.
45:20
W lutym 2006 roku sąd apelacyjny uznał, że Mioduski będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 20 latach w więzieniu. We wcześniejszym wyroku ten termin nie został określony. Mama Ani jeszcze przez długi czas nie mogła pozbyć się wrażenia, że jej ukochana córka pewnego dnia otworzy drzwi i wejdzie do domu. Uśmiechnięta jak zawsze. W szafie pozostała koszula dziewczyny, którą miała na sobie w chwili śmierci.
45:56
Dawniej biała, pachnąca i wyprasowana. Po drugim lipca zabrudzona z krwawymi plamami. Już zawsze będzie przypominać o tym, jakie piekło dwaj zwyrodnialcy zgotowali niewinnej dziewczynie, która marzyła tylko o tym, by zostać farmaceutką. Dzięki księżom z sanktuarium błogosławionej Karoliny Koskówny w zabawie, Ania ma swoją kapliczkę, a konkretnie ołtarzyk.
46:28
Znajduje się tam jej zdjęcie i miejsce, gdzie można zapalić świeczkę w intencji zamordowanej. Historia Ani została przedstawiona w głośnym serialu Pitbull. Zmieniono tam jednak imię i nazwisko ofiary.
46:45
Cześć, co tam? Wypadła z pociągu w kieszeni. Znaleźliśmy bilet z Krakowa do Warszawy. Legitymację studencką na nazwisko Agata Solińska.
46:58
Kolej to samobójstwo. Mamy kilka podobnych tutaj na tej trasie.
47:02
Odcinek pojawił się w drugim sezonie serialu. Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.